Recenzja Shure SE215

Shure SE215 można już dziś uznać za klasykę słuchawek dokanałowych. Chociaż dostępnych jest sporo ich recenzji w internecie, to przynajmniej dla mnie nie są one do końca jasne i nie dają jednoznacznego obrazu brzmienia tych słuchawek. Niestety w większości recenzje są prawie bezwartościowe, jeśli nie opierają się na porównaniach do innych słuchawek oraz na dostępnych fizycznych pomiarach. Osoby piszące takie recenzje polegają w nich bowiem tylko na swoim guście i subiektywnych wrażeniach związanych z odsłuchami muzyki na danych słuchawkach. Stąd mamy potem wysyp recenzji wzajemnie sprzecznych. Powiedzmy sobie jasno – nie są to testy czy recenzje sensu stricto, tylko po prostu bardziej lub mniej ciekawie napisane wrażenia osoby X z używania i odsłuchu słuchawek Y. Sam nie zamierzam tego błędu popełnić i stąd podsumowującym elementem charakterystyki brzmienia Shure SE215 będzie porównanie ich do Yamaha EPH100.

shure-se215Do Shure SE215 przylgnęły w zasadzie dwie etykietki. Pierwsza to „słuchawki dla basolubów”, z kolei druga to „słuchawki bez sopranów”. Uważam, że żadna z tych etykietek nie jest do końca prawdziwa, natomiast żadna też nie wzięła się znikąd i mają one coś „na rzeczy”. Po pierwsze trzeba jasno stwierdzić, że SE215 nie są pozbawione wysokich tonów, nie jest tak, że ich reprodukcja jest znacznie zdegradowana. Tę obserwację po prostu definitywnie potwierdzają pomiary pasma przenoszenia (np. inner|fidelity oraz headphone.com), z których jednoznacznie wynika, że w paśmie sopranów od 2 kHz w górę w słuchawkach tych sporo się dzieje, co ciekawe niewiele mniej niż w Etymotic HF3. Prawdopodobnie na skutek proporcji, w której bas jest reprodukowany mocniej i głośniej, wiele osób ulega złudzeniu i skłonnych jest stwierdzić kategorycznie, że „nie ma sopranów”. Oczywiście koniec końców w audio, tak jak w kupionych dżinsach, chodzi o to, żeby „pasowało i dobrze leżało”, aczkolwiek nieodłączną cechą recenzji powinno być to, że przybliża ona czytelnikowi charakterystykę i cechy sprzętu bez względu na preferencje słuchacza, testującej osoby.

Nie znaczy to, że z sopranami SE215 nie ma pewnego problemu, bo jest. Nie polega on jednak moim zdaniem na ich braku, tylko na ich barwie, wyrafinowaniu, parametrach akustycznych i dopasowaniu do reszty brzmienia. W dwóch słowach określiłbym problem z sopranami SE215, że są one dość suche i surowe. Przez to odstają od ogólnego profilu ocieplonego i miękkiego brzmienia tych słuchawek. Tak więc i tutaj odbiorcy mogli wg mnie ulec kolejnemu złudzeniu, wrażeniu niedopasowania i odstawania sopranów od reszty w pejoratywnym sensie, co doprowadziło ich do oceny, że nie tylko sopranów nie ma, ale, że jeśli nawet są, to są kiepskie. Ja bym ocenił to jednak jako problem spójnego zestrojenia przetworników, który skutkuje wrażeniem pewnego niedopasowania i dziwności sopranów. W wielu pozytywnie ocenianych słuchawkach dokanałowych o chłodnym i neutralnym zestrojeniu soprany brzmią dokładnie tak samo i jakoś wtedy większości odbiorców to nie przeszkadza.

Basy SE215 są bezdyskusyjnie mocne i w pewien sposób dominują one przez to w przekazie dźwięku. Ale… Po pierwsze są one reprodukowane z dość równym poziomem głośności, bez podbicia w sub-basie, a do tego łagodnie cichną, przechodząc w wyższe pasma. W efekcie bas, mimo że mocny, jest całkiem dobrze odseparowany, nie zalewając reszty dźwięków. Analogicznie jak w przypadku wielodrożnych kolumn, gdzie zwrotnica kieruje odpowiednie pasmo do przetwornika basowego. Bas SE215 jest dość ciepły i miękki, mruczący. Bardzo dobrze współgra ze średnicą, wokalami, które również są naturalnie ocieplone i przyjemne w odbiorze. Niemniej jednak dla bass-heada może mu brakować zejścia i impaktu w dolnym zakresie. Teraz powinno być jednak jasne dlaczego na takim tle dobrze zgranych niskich i średnich tonów można mieć zasadnie wrażenie, że z sopranami coś tu jest nie tak.

Detaliczność SE215 jest całkiem zadowalająca w przedziale cenowym słuchawek do 400 zł, natomiast z uwagi na brak wyostrzenia dźwięku, lecz jego zaokrąglenie, zwłaszcza w dolnym i średnim paśmie, wiele mikrodetali nie jest tu prezentowanych. Nie można jednak stwierdzić, że słuchając nagrań na SE215, otrzymamy zniekształcony lub istotnie wybrakowany obraz dźwięku. Po prostu będzie to brzmienie o profilu konsumenckim, rozrywkowym, nastawionym bardziej na efektowny beat i rytm aniżeli na analizę i rozdzielczość.

Scena co do rozmiarów jest raczej powyżej średniej, natomiast jej rozlokowanie jest dość specyficzne, wycofane. Cała scena jest wyraźnie cofnięta i dźwięki dobywają się bardziej z tyłu głowy. Jest to notoryczny problem wszystkich słuchawek dokanałowych, z jakimi miałem styczność, o podobnej konstrukcji uniwersalnych monitorów noszonych kablem za uchem. Wynika on z faktu, że dźwięk jest fizycznie doprowadzany z przetwornika rurką z tyłu kanału słuchowego i to po prostu dość wyraźnie słychać. Zupełnie inaczej odczuwamy scenę, kiedy driver jest skierowany do kanału słuchowego prawie na wprost i bez żadnej długiej – na domiar złego zakrzywionej – rurki.

Przejdźmy w końcu do zapowiedzianego porównania Shure SE215 z Yamaha EPH100, które sporo mówi o obu tych słuchawkach. Brzmienie EPH100 zdecydowanie posiada lepsze parametry techniczne Hi-Fi. Większa wierność brzmienia przejawia się tu w jakościowo lepszej holografii i rozdzielczości. Dźwięki są bardziej czyste i sprawiają wrażenie bardziej autentycznych. Realizm sceny i akustyki przejawia się nie tylko w jej otaczającym charakterze, ale też w jej większych rozmiarach i odczuwalnej separacji. Shure w porównaniu mają dość zagęszczone i masywne brzmienie, lecz przez to bardziej muzykalne i soczyste. Twardsza i ostrzejsza reprodukcja EPH100 oznacza nie tylko więcej oddawanych mikrodetali, ale także położony nacisk na dolny (sub) bas, który jest też tu szybszy – oraz na górne soprany, które istotnie bardziej iskrzą i dźwięczą np. w hi-hatach. SE215 wcale jednak nie dzieli przepaść od EPH100, jest to brzmienie o klasę niższe, bardziej rozrywkowe, za to przekonujące w zakresie tonów średnich, wokali. Podczas gdy z EPH100 o wiele łatwiej skupiać się na niuansach brzmienia i zauważać smaczki, to w SE215 liczy się bardziej całokształt oraz bezpośredni, „imprezowy” i efektowny, nieco narzucający się w odbiorze przekaz (dla części odbiorców Shure mogą okazać się w związku z tym bardziej męczące). Chociaż EPH100 lepiej wypadały ze źródłami bardziej „audiofilskimi” to SE215 bardziej mnie przekonywały w połączeniu ze smartfonami i wszelkim konsumenckim sprzętem portable. Warto na koniec wspomnieć o przewadze konstrukcyjnej słuchawek Shure, które mają solidny odpinany i wymienialny kabel noszony za uchem oraz większą elastyczność co do wyboru i zastosowania rodzajów końcówek/tipsów.

Czy spośród wielu prawd na temat Shure SE215 moja jest prawdziwsza? Myślę, że przede wszystkim udało mi się wyjaśnić prawdopodobną przyczynę utrwalenia pewnych istotnych rozbieżności i obiegowych opinii w ocenie tych słuchawek. Nie są to słuchawki wybitne, ale przyzwoite, trzeba je też traktować jako segment odbioru rozrywkowego, a nie analitycznego lub monitorowego, choć jako monitory sceniczne do odsłuchu wokalu też się sprawdzą, z uwagi na podkreśloną i naturalną reprodukcję tonów średnich.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s