Słuchawki – błędy i grzechy marketingu

Czy czytając opis marketingowy funkcji i właściwości słuchawek, ich zalet i korzystnych rozwiązań, a potem używając ich po zakupie nie miałeś nigdy wrażenie zakłopotania, rozczarowania lub wręcz pełnego żalu bycia oszukanym? Raczej nie należysz do grona szczęśliwców, którzy nigdy tego nie doświadczyli na własnej skórze. Dlaczego tak się dzieje, skąd powielane błędy marketingu, dlaczego słuchawki są pełne niedoróbek i wadliwych rozwiązań? Wyjaśnianie tego pozostawmy samym producentom, a zajmijmy się tu opisem największych grzechów marketingu słuchawek (na kilku przykładach).

headphonesGłównym grzechem jest brak komfortu słuchawek, zaprojektowania i wykonania ich tak, aby były wygodne, nie powodowały bólu, ucisku, pieczenia i innych nieprzyjemnych problemów. Spojrzenie na produkowaną rzecz poprzez ludzki, typowo codzienno-użytkowy wymiar. Czy naprawdę jest to tak trudne? O ile jesteśmy w stanie wybaczyć to tanim słuchawkom za 50 -100 zł, to już tego rodzaju zaniechania w słuchawkach za 400, 600, 1200, 2500 zł wołają wręcz o pomstę do nieba! Przykładem niech będą słuchawki Sennheiser Momentum 1.0, ze zbyt małymi nausznicami i niewygodnym pałąkiem. Na szczęście producent wsłuchał się w głosy krytyki i uwagi użytkowników, czego efektem jest znacznie poprawiony model Momentum M2 (2.0). Ale czy nie można, a wręcz należało od razu zrobić dobre słuchawki? Czy naprawdę trzeba traktować konsumentów jak króliki doświadczalne? Nie, nie godzimy się na to.

Kolejnym grzechem jest przerost formy, designu, nad treścią, czyli nad tym, do czego tak naprawdę słuchawki służą – do niezawodnego używania do słuchania muzyki. Traktowanie słuchawek jako eksponatów do nagród Red Dot Awards itp. jest chyba od pewnego czasu ulubionym zajęciem marketingowców AKG (Harman). Powstają ładnie, oryginalnie wyglądające produkty z efektownym i na pierwszy rzut oka jakościowymi materiałami. Tylko co z tego, skoro w słuchawkach pojawiają się regularnie wadliwe przetworniki (seria K545, K551, K550), tylko co z tego kiedy te piękne słuchawki po kilku minutach pieką niemiłosiernie uszy (Y50), tylko co z tego kiedy od czasu do czasu pękają im pałąki (K619) – akurat w tym ostatnim przypadku to również wpadki wielu innych szanujących się marek, np. Beyerdynamic (DTX350), Shure (SRH750DJ). Nie tędy droga AKG (i inni popełniający ten sam grzech) – słuchawki to nie akcesoria i artykuły dekoracyjne – to sprzęt audio który ma bardzo dobrze brzmieć i być wygodny, niezawodny i trwały w użytkowaniu, a dopiero potem być brylantem sztuki projektowej – za to wam właśnie płacimy, za to przelewamy swoje pieniążki.

Następnym grzechem są opisy i informacje nie mające żadnego jak się okazuje lub tylko minimalny związek z rzeczywistością. Tzw. marketingowy bełkot i peany na temat tego jak to słuchawki niesamowicie brzmią, jaką mają „krystaliczną czystość” i „muzykalną naturalność” oraz zapewniają „wrażenia bycia na sali koncertowej”. Podczas gdy faktycznie łupią tanim basem, rażą brudnym rozmytym dźwiękiem lub męczą kującymi jak żyletki skrzeczącymi sopranami, a to wszystko w puszkowatej rozpierającej głowę od środka scenie. I tu przychodzi na myśl pewna marka na B… Grzech kłamstwa, grzech wciskania kitu i lania wody. Tylko po co, czy rozczarowanie i zawód to jest właśnie stan umysłu konsumenta, na jakim zależy producentom słuchawek? Słuchawki trzeba opisywać tak, jak faktycznie brzmią albo powinny one faktycznie brzmieć tak, jak chcielibyśmy je opisać.

Związany z powyższym grzech braku logiki i racjonalizmu w działaniach, w polityce sprzedażowej i poprzez to wprowadzania klientów w konsternację lub w stan zakłopotania lub nawet błąd skutkujący rezygnacją z zakupu. Przykładem niech będzie decyzja szwedzkiego producenta Jays, który pod tą samą nazwą, q-Jays, wypuścił na rynek znacznie droższy udoskonalony model słuchawek, niemający praktycznie nic wspólnego, z kosztującym 5x mniej i słabo ocenianym tańszym modelem, który na domiar złego wciąż jest dostępny w sprzedaży, a wraz z nimi negatywne recenzje i opinie skojarzone z nazwą „q-Jays”. Jak widać samobójcy zdarzają się wszędzie – nawet w działach marketingowych poważnych producentów.

Jeszcze jeden koronny grzech to nie słuchanie konsumentów, odbiorców słuchawek. Nie skupianie się na ich potrzebach i oczekiwaniach. Nie przeprowadzenie odpowiednich badań rynku i preferencji konsumentów danego segmentu cenowego sprzętu. Tworzenie słuchawek w oderwaniu od rzeczywistości, tylko po to, żeby w fałszywym, bo krótkowzrocznym mniemaniu marketingu „dobrze się sprzedały”. Jak można wydawać na rynek słuchawki za 300 zł (a co dopiero mówić o słuchawkach za 600 i 900 zł), sądząc, że klient który je zakupi nie będzie już klientem świadomym i wymagającym, że nie będzie niezadowolony i zawiedziony jeśli słuchawki będą miały błędy i wady wykonania? Przez to powstają tak kuriozalne oferty, jak np. słuchawki określane przez marketing „portable/przenośnymi”, które nic z takimi funkcjami wspólnego nie mają, bo brakuje im odpinanego kabla z pilotem lub funkcji kompaktowego składania wraz z pokrowcem lub etui, albo są zwyczajnie za wielkie. Drogi marketingu chała to cecha czegoś co kosztuje prawie darmo, jeśli chcecie od klienta sporo pieniędzy, to wiedzcie, że każdą złotówkę przeliczy on na waszą solidność i profesjonalizm w zaprojektowaniu i przygotowaniu  produktu na sprzedaż.

Grzech niewierności i niezrównoważenia dźwięku. Czy hasło Hi-Fi cokolwiek znaczy dla współczesnych producentów, szczególnie słuchawek klasy ekonomicznej i ze średniej półki? Ale i zdarzają się poważne wpadki w klasie wyższej, premium. Niestety niewiele, a chętnie go używają. Jest prosty przepis na to aby słuchawki podobały się statystycznej większości – muszą być zbalansowane, zrównoważone. Być jak dobrze uwarzone piwo – pijalne i smaczne. Nie mieć przesadnie podbitego basu ale też przesadnie rozjaśnionych sopranów – pod względem akustycznym i brzmieniowym odpowiadać możliwie mocno naturalnym wrażeniom odsłuchowym w warunkach słuchania muzyki z nagłośnienia estradowego, kolumn lub wykonywanej na żywo, akustycznie. Mądrość ludowa głosi „nade wszystko umiar”. Czy znaczy to, że ma nie być słuchawek dla „bassheadów” „middleheadów” i „trebleheadów”? Jak najbardziej niech będą, ale nazywajmy je po imieniu i adekwatnie opisujmy na stronach produktów w internecie i na opakowaniach w sklepach, a nade wszystko właściwie targetujmy do odpowiednich grup klientów.

Nabierający coraz większego znaczenia grzech nieadekwatnej nieuczciwej wyceny słuchawek. Ludzie wbrew przekonaniom marketingu są racjonalni i jeśli wybierają droższy produkt, to są słusznie przekonani, że powinien on mieć lepszą jakość (zarówno materiałów, wykonania, jak i brzmienia). Jakże irytujące dla konsumenta są przypadki jeśli znacznie droższy produkt z danej kategorii (słuchawki) okazuje się istotnie gorszy, np. wygląda jak przysłowiowe tysiąc dolarów, a brzmi jak tandetna zabawka lub jak towar za 100 zł. Prawdą jest, że słuchawki stały się obecnie dla wielu odbiorców elementem modnego stylu, ale dlaczego nie mają one też dobrze, jakościowo brzmieć? Błąd nieadekwatnej ceny nie mniej niż pozostałe grzechy psuje markę i jej odbiór, bo wiąże się z rozczarowaniem, irytacją i poczuciem wykorzystania. Nade wszystko błąd ten powoduje perspektywiczne straty dla producentów w postaci niechęci i sceptycznej ostrożności konsumentów przy zakupie droższych słuchawek – a przecież towar klasy średniej i premium, to produkt o najbardziej korzystnej marży, w interesie producentów jest więc to, ażeby droższe słuchawki cieszyły się rosnącą popularnością. Popularne i oklepane sztuczki marketingowe na niewiele się tu jednak zdają, bo nawet jeśli uda się „oszukać” klienta przed zakupem, to prawda o produkcie i tak wyjdzie na jaw przy jego użytkowaniu, a niesmak na długo pozostanie. Cena powinna więc odpowiadać rzeczywistej jakości i być atrakcyjna.

Nie są to wszystkie grzechy, będą uzupełniane i aktualizowane, aby przedstawić punk widzenia świadomych konsumentów, entuzjastów, miłośników i fanów słuchawek, ale też przeciętnych konsumentów oczekujących traktowania fair i niebylejakości. Pamiętajmy bowiem, że zadowolony klient, to klient który będzie chwalił produkt, reklamował go za darmo i chciał kupić następne rzeczy danej marki.

Jedna myśl nt. „Słuchawki – błędy i grzechy marketingu

  1. Do padających pałąków warto dodać model Focal Spirit Pro – tam pąłąk jest tak delikatny, że pęka po niecałym roku użytkowania. A szkoda, bo same słuchawki są znakomite dźwiękowo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s