Recenzja Final Audio Design Adagio III

Zaciekawiony ofertą Final Audio Design postanowiłem skorzystać z możliwości i przetestować 2 wybrane modele słuchawek dokonałaowych tego japońskiego producenta. Oto wyniki testowych odsłuchów Adagio III.

Final_Audio_Design_Adagio_III_Na wstępie zaznaczę, że oceniając słuchawki trzeba również kierować się ich ceną rynkową i odnosić ją do konkurencji oraz tego co oferują inni producenci w podobnych i niższych cenach. Takie podejście uważam za uczciwe i poprawne. Z tego punktu widzenia od razu muszę stwierdzić, że wycena modelu Adagio III jest nieco przesadzona. Oferowane przez nie brzmienie mieści się z pewnością w przedziale cenowym do 200 zł, lecz trudno mi, nawet przy dobrych chęciach, znaleźć w tych słuchawkach coś ekstra, czego potencjalny nabywca nie odnajdzie w tańszych produktach. A czy marka Final Audio Design jest na tyle silna, żeby za nią dopłacić? Odpowiedź na to pytanie zna każdy z was, bo zależy ona od tego na ile kojarzycie i cenicie sobie produkty oznakowane tym logo.

W moim przekonaniu dobre słuchawki powinna cechować zadowalająca wierność muzyczna, mało odczuwalne zniekształcenia, dobra rozdzielczość i prezentacja dźwięku oraz dobrze zestrojony balans tonalny. Taką sprawiedliwą miarę przykładam do oceny każdych słuchawek, nie inaczej też potraktowałem Adagio III.

Model Adagio III można podsumować w kilku słowach: potężny bas, wycofane wokale, przyciemnione soprany i całkiem przestrzenna scena. Krótko mówiąc typowo ciemne rozrywkowe zestrojenie typu \. Choć z natężeniem basów producent zdecydowanie przesadził, ograniczając tym samym grono potencjalnych nabywców do typowych basolubów/bassheadów. Oczywiście nie można wykluczyć, że taka też intencja stała za projektem tych słuchawek, aczkolwiek nie sposób to stwierdzić po opisie na opakowaniu Adagio III.

Basom brakuje dyscypliny i kultury. Jest to rodzaj takiego „chamskiego” dyskotekowego basu, który swoim natężeniem ma głównie „walić” po uszach, nie zapewniając przy tym bardziej wyrafinowanych wrażeń akustyczno-muzycznych i nie zważając bardzo na inne pasma dźwięku. Czytelność basu jest przeciętna, gdyż jego reprodukcja, skupiona na midbasie, polega w dużej mierze na rodzaju rozwleczonego huczenia, które zatraca fakturę i teksturę basu odczuwalną w jego wibrowaniu i pulsowaniu. Mnie taki bas, zwłaszcza przy dłuższym odsłuchu, męczy i raczej reprezentuję tu sporą część użytkowników gotowych zapłacić za słuchawki dokanałowe 299 zł, które jednocześnie nie są marką Beats by Dre. Oczywiście część odbiorców i takim basem się zadowoli, o ile większą wagę przykłada do ilości aniżeli do jakości.

Partie wokali są wycofane, matowe i niedetaliczne. Co tu dużo mówić, jest to „tani”, wybrakowany wokal, którym trudno się zadowolić (uwzględniając również cenę słuchawek) szczególnie, że zakłócają jego odbiór zbyt natężone basy.

Przechodząc do sopranów, tu również nie ma się czym zachwycać. Wysokie tony nie błyszczą, są raczej wygładzone i zapiaszczone, brak im rozdzielczości i szczegółowości. Trudno też tu szukać wybrzmiewania harmonicznych (tak ważnego dla sopranów). Wrażenie przyciemnienia brzmienia słuchawek jest więc jednoznaczne i wyraźne.

Przestrzeń i scena jaką kreują Adagio III to ich najmocniejsza strona, aczkolwiek jej zalety dałoby się docenić w pełni dopiero przy dobrej separacji i rozdzielczości dźwięku. A tak mamy niestety dużą polanę, ale spowitą mgłą i całkiem niezłym dymem braku przejrzystości i szczegółowości wszystkich pasm. Otwory w tylnej części obudowy związane z systemem BAM (Balanced Air Movement), z jednej strony zapewne zwiększają przestrzenność, natomiast z drugiej niekorzystnie wpływają na izolację od otoczenia, ponieważ przedostają się przez nie dźwięki z zewnątrz.

Jakość wykonania Adagio III przypomina raczej tańsze słuchawki. Obudowy są plastikowe, zaś kabel cienki i miękki, nieodzownie kojarząc się z tanimi słuchawkami dousznymi – pchełkami. Nie mogę ocenić trwałości kabla w praktyce, natomiast jego materiał i miękka struktura z pewnością skutecznie eliminują efekt mikrofonowy, który jest tu słaby.

Niestety Final Audio Design rozczarował mnie modelem Adagio III. Nie dorównuje on tańszym produktom, takim jak NuForce NE-700, Brainwavz M2, Sony MH1C lub Fidue A63. Najsilniejszą (w sensie zalet) stroną Adagio III jest całkiem przestrzenna scena, którą ten model zawdzięcza zapewne półotwartej konstrukcji i systemowi wentylacji dynamicznego przetwornika, określonemu przez producenta skrótowo BAM.

OCENA: 7.2 /10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s