Cyfra vs analog – fakty i mity

Dyskusje o wyższości analogu nad cyfrą i na odwrót mogą budzić spore emocje, a za razem zdziwienie. Ostatecznie w tej dyskusji górę biorą bowiem gusta, upodobania i subiektywne oczekiwania wobec brzmienia i nagrań, jak również irracjonalne uprzedzenia. Gdzieś w tle są fakty dotyczące percepcji ludzkiego słuchu oraz właściwości fizycznych urządzeń, nośników i formatów. Warto jednak pewne rzeczy nazwać tu po imieniu, co ułatwia bardzo ostatnia wypowiedź Tomasza Wróblewskiego, redaktora naczelnego magazynu Estrada i Studio (numer 03/2013), którą pozwolę sobie przytoczyć prawie w całości.

Analogowe ciepło, mityczne, wyimaginowane lub rzeczywiste – zależy, kto i jak na to patrzy – jest teraz w zasięgu każdego z nas. Bliżej niż kiedykolwiek. Dzięki technice cyfrowej. Uporządkujmy pewne fakty. Niedoskonałość urządzeń analogowych to rzecz, mam nadzieję, powszechnie znana. Zawężony zakres dynamiki i pasma przenoszenia, szumy, stosunkowo niewielka stabilność parametrów, a często też wrażliwość na warunki zewnętrzne i nieuniknione starzenie się pewnych elementów elektronicznych. To są wszystko fakty i do tego dające się dokładnie zmierzyć.

Dlaczego zatem wiele osób przedkłada leciwego 1176 nad jego najnowszy klon w postaci wtyczki? Właśnie z uwagi na tę niedoskonałość. Doskonałą niedoskonałość, rzekłbym. Nasz słuch ma już to do siebie, że czasem lubi być oszukiwany i narażany na nie do końca perfekcyjne dźwięki, dając nam pewną satysfakcję. Lubimy tłuste potrawy, choć doskonale wiemy, że są szkodliwe. Używamy cukru i soli, które nie służą naszemu organizmowi. Podoba nam się też to, że dźwięk nie do końca jest taki sterylny. Gdy zaczynają się pojawiać specyficzne zniekształcenia, a pewne szczegóły giną gdzieś w tle zamaskowane szumem, to taki dźwięk jest dla nas bardziej naturalny, prawdziwy i bliższy rzeczywistości.

Dźwięk całkowicie cyfrowy (24-bitowy) ma dynamikę wykraczającą poza naszą możliwość słyszenia. Często jest też pozbawiony szumu, którego do normalnej egzystencji potrzebujemy jak powietrza (nieprzekonanych zapraszam na kilka minut do komory bezechowej – zapewniam, że wyjdą z niej z uczuciem wielkiej ulgi). Zniekształcenia są czymś dla nas naturalnym, bo to one wspomagają identyfikację dźwięków i lokalizację sygnałów. Wszystko to sprawia, że wielu z nas woli „analogowe” brzmienie, czyli nieco zawężone pasmowo, odrobinę zaszumione i zawierające trochę więcej zniekształceń.

Bezsprzecznie więc dźwięk cyfrowy ma swoją specyfikę: ostrość i neutralność, detaliczność i stereofonię, wysoką rozdzielczość i wierność źródłowym warunkom nagraniowym. Podobnie sygnał analogowy posiada swój specyficzny profil dźwięku: monofoniczność, zaokrąglenie, wygładzenie, swoiste zamulenie i zanieczyszczenie/zaszumienie przekazu.

Podkreślmy jednak, że zarówno producenci sprzętu analogowego, jak i realizatorzy nagrań w analogu intensywnie dążyli do tego aby eliminować zjawisko generowania szumów, jak również inne niedoskonałości technologiczne przetwarzania w analogu. Dzisiejsza era cyfrowa, pozwalająca na produkcję dźwięku praktycznie bez szumów, jest więc prostą ewolucją tego procesu. Krótko mówiąc do tego właśnie świat realizacji dźwięku dążył. Z drugiej strony nasz narząd słuchu, który też ewoluował do obecnej postaci ma pewne biologiczne uwarunkowania i specyfikę, która sprawia, że dźwięk mniej doskonały, bardziej niewyraźny i zakłócony, jest dźwiękiem naturalniejszym i mniej absorbującym oraz męczącym dla ludzkiego narządu słuchu. Nie zmienia to jednak faktu, że cyfrowy dźwięk z jego specyfiką i nowymi parametrami oznacza nową jakość i nowe doznania słuchowe, jakich przedtem nie mieliśmy, np. stereofoniczny i przestrzenny dźwięk wielokanałowy, tak powszechny dziś w systemach kina domowego. Niespotykana dotąd holografia i rozdzielczość muzycznych nagrań. Cyfra, podobnie jak i analog, też może dostarczać wielu przyjemności odsłuchowych.

Nie ma więc sensu antagonizować cyfry z analogiem, tak jakby te dwa światy toczyły ze sobą rzekomą wojnę. Wszelkie antagonizmy są tu raczej wynikiem ludzkich emocji, aniżeli faktycznym odzwierciedleniem przemian jakie zaszły i zachodzą w branży muzycznej. Technologia rozwija się, pozwalając na coraz więcej, co wcale nie musi oznaczać negowania zalet i dorobku przeszłości. Jak pokazuje dzisiejsza cyfrowa rzeczywistość nie ma obecnie większego problemu z dowolną obróbką brzmienia, nie tylko przy użyciu cyfrowych wtyczek, ale również sprzętu analogowego. Twórcy muzyki i realizatorzy po prostu korzystają z tych narzędzi i dobrodziejstw, nie wdając się w żadne sztuczne waśnie i spory o tym co lepsze, a co gorsze.

Tworzenie muzyki często oznacza dziś hybrydę cyfry i analogu, eksperymentowanie, szukanie oryginalnych brzmień i wywracających schematy rozwiązań. Zapewnienie nowej jakości doznań muzycznych nieuchronnie idzie jednak dziś w parze z jakością samego audio, tego bowiem wymaga konsumencka strona rynku, z melomanami i audiofilami wyposażonymi w coraz lepszej jakości sprzęt. Analog jest więc w rzeczywistości bardziej sposobem uzyskania oczekiwanych i oryginalnych brzmień, aniżeli cofnięciem się do poprzedniej epoki i nie bez powodu wycofanej z obiegu technologii produkcji i dystrybucji muzyki. Nie trzeba więc dziś kupować płyt winylowych, aby doświadczyć zalet analogowych brzmień na nośnikach cyfrowych (jak kto woli w jakości master, np. SACD, DVD Audio i bezstratnych formatach cyfrowych w 24 bitach). Wszystko zleży od twórców, realizatorów i wydawców nagrań. Dopóki zaś pozostanie sentyment, a wraz z nim popyt na płyty winylowe, dopóty zapewne nie znikną one z rynkowego obiegu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s